z głową w chmurach..

zakręcone, zwariowane, fotograficzne życie moje

Stara miłość nie rdzewieje part I grudzień 29, 2007

Kategoria wpisu: moje myśli, opowiadanie, słowa — ewcia @ 6:37 pm

 

 

Był wieczór, ładny grudniowy wieczór. Janek siedział w domu przed komputerem i rozmawiał na gadu-gadu ze swoja dziewczyna- Marleną. Ona marudziła że znów musiała cały dzień spędzać z rodzina której tak naprawdę nie lubi, że nudziła się, że za nim tęskni. On niechętnie jej odpowiadał, ile można czytać marudzenia?! Wszedł portal który jemu polecił kumpel z roku. Może to była nasza-klasa, może grono. W każdym razie pierwszy raz tam wszedł, nie lubił takich rzeczy ale pod wpływem znajomego po prostu się zarejestrował. Pokazał że żyje że istnieje. Zapisał się do forum jego klasy z podstawówki. I nagle dostaje wiadomość prywatna: „Cześć Janek, tu Justyna. Siedzieliśmy razem na matmie w 5 klasie podstawówki, kojarzysz mnie? Wyprowadziłam się z Poznania, wiesz studiuje w Krakowie. Na architekturze jestem. Daj znać może jak przyjadę do rodziców to się spotkamy. Co prawda dopiero wróciłam ale pewnie niedługo znowu pojadę. Powspominamy stare dobre czasy. Trzymaj się :)”. Janek siedział, patrzył w monitor, myślał. Zaraz, zaraz jestem w Krakowie, studiuje już tu drugi rok. Justyna, Justyna, Justyna siedziała ze mną nie tylko na matmie i nie tylko w 5 klasie, przez pół podstawówki się w niej „podkochiwałem” tak jeśli to można było nazwać miłością, choć w sumie na pewno. Jejku, muszę się z nią spotkać. Napisał do niej: ”Cześć Justyna :) tak się składa że możemy się zobaczyć wcześniej, wiesz studiuje w Krakowie. :) Na Jagielońskim. To kiedy masz czas?”. Wysłał jej i myśli jejku świat migruje razem ze mną. Ciekawe kto znajomy jeszcze przeniósł się do Kraka. Nigdy nawet  nad tym nie pomyślał. Justyna odpisała: ”no ogólnie w tym tygodniu to mam mało wolnego czasu, ale jak widać w tej chwili się nudzę ;) Może nie masz jakiś twórczych planów na wieczór?” Plany na wieczór? Słuchanie zrzędzenia swojej dziewczyny? albo czytanie tego? podziękuje. „Justynko, mam czas, no nie wiem jest 17 może umówmy się o 18 pod Wieżą Mariacka? a swoja droga ciekawe czy Cię poznam :P” Tak, to pewnie że przez te 7 lat się zmieniła, ciekawe jak teraz wygląda. A może jednak tak bardzo się nie zmieniła?. “Janku, o 18 pod Adasiem, będę miała zieloną torbę i żółtą książkę w ręku :)„. Janek zerwał się z miejsca, trza jakoś się wykąpać czy coś w końcu spotkam się z kumpela której lata nie widziałam. Napisał do Marleny tylko szybkie „wychodzę z domu, pa” i pobiegł się przygotowywać, w szybkim tempie się wykąpał. W co mam się ubrać?-zastanawiał się. Skompletował ubranie i popędził na tramwaj. Siedząc w tramwaju myślał o Marlenie, czy przypadkiem nie jest z nią już tylko z przyzwyczajenia. W sumie czy ja kiedyś kochał? To ona nalegała by byli razem, a w sumie z kimś łatwiej. Nigdy chyba z jego strony to nie była miłość. Jakoś zrobiło jemu żal Marleny, nic nie robi tylko marudzi, narzeka. Skończę to, tak, nie widzę naszego życia wspólnego- tak pomyślał- Jutro rano ja odwiedzę i powiem jej wszystko. O, tu już wysiada. Miał dużo czasu, powoli szedł na miejsce spotkania. Zmieniając tor myślenia na swoja podstawówkową miłość. Szedł tak jakby z głową w chmurach, niesamowity myśliciel się z niego dzisiaj zrobił. I wpadł ja jakąś dziewczynę, szła czytając książkę. Przeprosił, nie wiele myśląc i nie bardzo odrywając się od swoich myśli. Poszedł dalej. Szedł tak. szedł. I przystanął. Czy to nie była Justyna? Odwrócił się i patrzy rzeczywiście idzie dziewczyna z zieloną torbą i żółta książką. I to na nią wpadł. Głupia myśl: pójdę szybko i kupię jej kwiatka i przeproszę że ją potrąciłem idąc. Pewnie się bardzo ucieszy. Kupił jej bukiet stokrotek. I poszedł w umówione miejsce. Justyna już właśnie podchodziła, więc do niej podszedł.

-Witaj, zaczytana Gapo. Przepraszam że Cię potrąciłem idąc.- wręczył jej kwiatki.

-O jejku, to Ciebie potrąciłam? Czemu wtedy się nie przywitałeś?

-Wiesz, szłem zamyślony, z odruchu powiedziałem przepraszam, i poszedłem dalej, skapnąłem się po jakimś czasie i stwierdziłem że Cię przeproszę za ten wypadek, ślicznie wyglądasz, idziemy gdzieś?

-Dziękuje za komplement, no jasne że nie będziemy tutaj stać i marznąc.

-No to chodźmy.

Przechadzali się tak przyjemnie uliczkami Starego Miasta, wspominali, rozmawiali o wspólnych znajomych. W końcu poszli na gorącą czekoladę, dalej gadając o takich bzdurach. Krótko mówiąc spędzali bardzo miły wieczór wspólnie. Janek powiedział jej o swojej wielkiej miłości do niej w podstawówce, ona dodała do tego swoja wielka miłość do niego. Śmiali się z siebie. Z tego jak byli zbyt nieśmiali by być razem. Ze swojej wspólnej przeszłości. W pewnym momencie popatrzyli sobie głęboko w oczy, Janek przybliżył się do Justyny. Dalej patrzyli sobie w oczy, już prawie ich usta się spotkały, gdy nagle Janek odwrócił wzrok.

-Nie, nie mogę, nie teraz. Nie pytaj, przepraszam. Jak byśmy mogli się jeszcze spotkać kiedyś..

-No na pewno się spotkamy, trzymaj to moja wizytówka. -Podała jemu papierowy kartonik.

Janek się uśmiechnął.

-Odprowadzić Cię do domu?

-Widzę ze chyba wolałbyś być sam, coś Cię męczy. Zadzwoń jak dotrzesz do domu.

Justyna pocałowała Janka w policzek i wyszła.

Tak, Janek miał problem, ten problem miał imię Marlena, musiał to jak najszybciej załatwić. Pojechał, po drodze kupił jej 5 róż, przykre są rozstania, wyjaśnił jej sytuacje, i przepraszał przez 30 minut za to że do tego dopuścił. W końcu Marlena go wyrzuciła z domu. Stwierdził że się przejdzie, odreaguje. Niedaleko swojego domu wyjął komórkę i wizytówkę Justyny. Wybrał jej numer.

-Cześć, przeszkadzam?

-Nie, sama prosiłam byś zadzwonił jak dojedziesz do domu.

-w sumie to jeszcze nie jestem w domu, ale mało mi już brakuje, Dotarłaś bezpiecznie?

-Tak, nie martw się o mnie. Co Ty tyle do domu jedziesz?

-Byłem jeszcze załatwić tę sprawę która mnie męczyła. Dlatego teraz dopiero jestem w domu. Właśnie rozstałem się ze swoja dziewczyna. Teraz już byłą.

-Och, przykro mi.

-A mi właśnie nie, zresztą nie chce mi się o tym gadać, a tym bardziej przez telefon. Dobrze kończę, tak dzwoniłem tylko by jeszcze usłyszeć Twój głos i spytać się czy dotarłaś do domu. Trzymaj się i buźka.

-No, nie zamierzam się puszczać, do zobaczenia Janku.

Janek, skończył gadać z Justyną walnął się na łóżko i zasnął kamiennym wręcz snem.

 

 

 

 

cz.V listopad 10, 2007

Kategoria wpisu: moje myśli, opowiadanie, słowa, życie — ewcia @ 3:16 pm

część I

część II

część III

 część IV

i V:

-Wojtek, Wariacie-Asia odciągnęła Wojtka od drzwi i przywitała Krzysia.
-No tak myślałem że załapie sie na śniadanie, Asiu Ty robiłaś? -Od progu zaczął Krzyś.
-Nie, tym razem to pyszności zrobione przez Wojtka, ale moje pyszności wiesz jestem wegetarianką.
-No popatrz to tak jak ja. Parówki czuje.
-Dobra Kochankowie, siadajcie do stołu
- Ponaglił ich Wojtek- chce mieć jak najszybciej chatę wolną.
Usiedli do stołu i zjedli wszystko co Wojtuś przygotował.Asia poszła do końca przygotować sie do wyjścia, a potem prędko zabrała Krzysia i poszli na metro.
-Krzysiu czyń swoja powinność przewodnika.
-Asiu teraz przechodzimy przez brameczkę metra pierwszej i jedynej linii metra w Warszawie..
-zaczął Krzyś.
-No dobra może nie rób już za tego przewodnika bo póki co sie nie popisałeś wszystko to wiedziałam, powiedz Ty mi coś o sobie, słyszałam że jesteś w szkole aktorskiej.
-No jestem, może kiedyś będę znany. Bo wystąpię na przykład w reklamie Danona jako mały głód. Nie no żartuje, zła fucha to by była.
-fucha jak fucha
-ale ten głód jest mały
-no tak trudno by Cię było zrobić nim, o już arsenał
-no wysiadamy, to teraz droga pani turystka powie mi co chcę obejrzeć.
-nie mam pojęcia panie przewodniku.
-a bardzo chce Ci sie chodzić?
-czy ja wiem?
-to idziemy do kawiarni na gorącą czekoladę.
-no dobrze
-no to idź tą uliczka na wprost, ja muszę coś załatwić jeszcze ale to potrwa chwilkę.

Asia poszła na wprost a Krzyś wszedł zaraz obok do kwiaciarni. Po chwili wyszedł z bukietem kolorowych gerberów. Podbiegł do Asi i jej wręczył ten bukiet.
-nie wiedziałem jaki kolor lubisz wiec kupiłem kolorowy bukiet
-jejku, gerbery, moje ulubione
-Tak to cieszę sie że dobrze trafiłem, lubię sprawiać komuś przyjemność, a Ty w ogóle jesteś wyjątkowa

Asia aż się zaczerwieniła.
-i mi sie teraz tak głupio zrobiło -powiedziała cicho - jakoś nigdy nie umiałam przyjmować takich słów.
-ale wiesz ze w moim towarzystwie sie od nich nie uchronisz?
-no teraz wiem
-przepraszam że zmienię temat ale siadamy w środku czy na tarasie?
-na tarasie

Asia weszła po schodach na górę i zajęła stolik na tarasie, a Krzyś po drodze zamówił im po gorącej czekoladzie i kawałek sernika.
-Asiu lubisz sernik? bo zamówiłem nam kawałek na spółe
-najlepsze ciasto jakie może być

Krzyś usiadł zaraz obok Asi na kanapie koło stolika.
-mogę Cię przytulić?
-jasne że możesz

Tak wiec Krzyś objął Asie i siedzieli tak w ciszy, na całkiem pustym tarasie.
-Krzysiu powiedz mi.. -Asia sie zawahała- co Ty miałeś za sny ze mną?
-Asiu.. śniłaś mi sie wiele razy, śniło mi sie że poszliśmy na spacer tu po Warszawie, że byliśmy w górach, byliśmy nad morzem. Że byliśmy udana parą. Dlatego tak sie na Ciebie patrzyłem wtedy na stacji. Po prostu zobaczyłem Ciebie i pomyślałem ze to jest prawda, że Ty istniejesz i że byśmy mogli być szczęśliwi razem. A zaraz potem przemknęła mi myśl że pewnie jak to takie realne to że w ogóle mnie nie zobaczysz nigdy. A jak do Ciebie podejdę to że mnie spławisz pod byle pretekstem. I nigdy sie nie zobaczymy. Bałem sie podejść byś mi nie powiedziała “spadaj”.
-Jejku, chyba bym Ci tak nie powiedziała, nie wiem bo nie byłam w takiej sytuacji chyba nigdy by kogoś tak spławić.
-Myślisz że byśmy mieli szanse być razem?
-No wiesz ja w tej chwili nie mam chłopaka, a nie ukrywam Ty mnie intrygujesz. Szansa zawsze jest.
-Tylko że Ty mieszkasz w Rzeszowie prawda?
-No tak i właśnie tam na studia sie nie dostałam, co innego w Wawie, może nie na te moje wymarzone ale mniej wymarzone. Za 2 miesiące będę tu mieszkać.
-to chyba jakiś cud.
-nie cud, przeznaczenie.

Asia sie promieniście uśmiechnęła.
-To może byśmy mogli być razem?
-A mogę sie nad tym zastanowić? Kiedy pierwszy raz Ci sie przyśniłam?
-z rok temu
-I od razu stwierdziłeś że mnie odszukasz, tak?
-No tak, to było jakoś tak z pół roku od rozstania z moja eks, i od półtorej roku nie mam nikogo.
-To Ty wierny jesteś
- Asia zaczęła sie śmiać
 -Bo jak można kogoś takiego jak Ty zdradzić-Krzysiu podłapał
-można, dlatego sie z moim eks rozstałam, ale o czym my właściwie gadamy..
-no właśnie.
-tak
-ale co tak?
-no to jest odpowiedz na Twoje pytanie
-które pytanie?

Asia pokazała palcem na usta.
-czy to znaczy że mam Cię pocałować?
-no to dokładnie to miało znaczyć

Krzyś delikatnie pocałował Asie.
-Na to pytanie, myśle że mogli byśmy spróbować być szczęśliwi razem.

 

opowieść IV część listopad 9, 2007

Kategoria wpisu: opowiadanie, słowa, życie — ewcia @ 9:52 pm

część I

część II

część III

no i część IV :

Następnego dnia rano Asia wygrzebała sie ze swojej pościeli i poleciała do Wojtka do pokoju.Weszła najciszej jak tylko potrafiła, Wojtek spał więc rzuciła sie na niego z krzykiem WSTAWAJ ŚPIOCHU! Wojtuś półprzytomny wziął poduszkę spod głowy i nakrył sie nią.
-Wojtek no nie śpij już, muszę z Tobą pogadać.
Wojtek wymamrotał
-ić se,ja śpię.
Ale Asia nie dała za wygraną. Wzięła podusze z głowy Wojtka i zaczęła go bić nią.
-Wstaniesz dobrowolnie czy mam Cię za poduszkować?
-Dobra już sie budzę, zrobisz mi kawki i przyniesiesz?
-Ech.. Chłopaku, zrobię i przyniosę, ale Ty nie zaśniesz w tym czasie i odpowiesz mi na wszystkie pytania.
-Dobra tylko idź.
-O nie, nie.. albo dobra.
Asia poszła zrobić kawę, a Wojtek walnął sie spać dalej, tak jak przewidziała to Asia. Dlatego za chwile przyszła z dzbankiem wody i polała nią Wojtka głowe.
-Aaaśkaa..
-Już przynoszę Ci tą Twoja kawę śpiochu.
-ech..
Asia przyniosła kawę, i od razu przeszła do pytań.
-Wojtek.
-No od dawien, dawna mam tak na imię.
-Wiesz że ja nie o tym.
-No dobrze to co chciałaś?
-Krzysiu.
-No tak idziesz dziś z nim na spacer.
-No tak. -Asia sie zaczerwieniła
-No tak idziesz? Czy no tak pójdę bo obiecałam?
-Przestań Wojtek! Wiesz ze jak bym nie chciała to bym sie nie umawiała z nim.
-No wiem.
-No to powiedz mi.. o co chodziło z tym snem? i w ogóle powiedz mi coś o Krzysiu.
-No cóż, Krzysiek. Jest on blondynem, ma chyba niebieskie oczy, choć nie wiem nigdy nie zwracałam uwagi na jego oczy, wiesz nie jest w moim typie.
Asia uderzyła go poduszką.
-Wojtek nie żartuj sobie ze mnie, a z tego co wiem to oczy ma zielone, a to że jest blondynem tez wiem, i jeszcze to że jest Twoim przyjacielem. I że jemu sie śniłam.
-Tak, śniłaś się jemu. Powiem więcej, gada o tym śnie od przynajmniej pół roku. I mówił że odnajdzie te dziewczynę ze snu, znaczy Ciebie. I znalazł.
-Powiedz mi jaki on jest?
-No wiesz, fajny kumpel w końcu mój przyjaciel. Znamy sie od małego nasze mamy sie poznały na porodówce. Czasem ja do niego wpadnę czasem on do mnie, głupie smsy sobie powysyłamy i powspieramy sie. Czasem na imprezy chodzimy razem, bo w sumie teraz to żyjemy trochę w innych światach, wiesz na innych kierunkach jesteśmy, ja na informatyce, on poszedł do szkoły aktorskiej. I powiem Ci że sobie radzi.
-A w co mam sie ubrać?
-Która jest godzina?
-No gdzieś koło 8:37
-To idź sie wykąp. A ja jeszcze walne sie na 15 minut a potem pomogę Ci wybrać sukienkę. Ca va?
-Oui, Mon cheri frere.
-Co?
-To Ty zacząłeś. Tak, mój kochany bracie.
Asia wykąpała sie w pędzie. Zrzuciła Wojtka z łóżka i usadziła go w fotelu na przedpokoju.
-Patrz i oceniaj.
Asia ubrała żółta sukienkę na ramiączkach.
-Nie, nie pasuje mi coś - ocenił Wojtek
Asia zmieniła ją na niebiesko-zieloną mozaikę do kolan.
-Nie masz czegoś czerwonego?
-Mam taką sukienkę pomarańczowo-czerwoną. Krzysiu lubi czerwony?
-Yhym.
Asia pędem przebrała sie w tę sukienkę.
-Hm.. za dużo Twych wspaniałości widać jak na pierwszą randkę, podziałaj mu trochę na wyobraźnie.
-Mam pomarańczowo-żółty szal. mogę go zarzucić na ramiona i ewentualnie zasłonić dekolt.
-No myślę że to nie był by zły pomysł, zawsze możesz co nie co odsłonić, a możesz tez zasłonić.
-Och co ja bym bez Ciebie zrobiła, nie pobudzałabym chłopakom wyobraźni, nie rozwijali by sie.
-Dobra, dobra idź sie przygotować do końca, uczesz sie w te swoje te no.. co masz warkocza dookoła głowy.. i pomaluj oczy ale delikatnie, i potem na usta połóż to no.. no..
-błyszczyk
-no właśnie
Wojtek poszedł do kuchni i zaczął robić kanapeczki i przygrzewać parówki, dla siebie i dla Asi.A Asia jak tylko się uczesała i umalowała przyszłą do kuchni.
-O, Wojtek kanapki mi robisz? I parówki grzejesz? Mam nadzieje że pamiętasz że nie jem mięsa?
-Tak to sojowe.
-No to super.
-Nakryjesz do stołu?
-nie ma sprawy
-I postaw te kanapki tam i siadaj.
W tym momencie zadzwonił domofon.
-Jejku mam nadzieje że to nie Krzyś.
-Kobieto uspokój sie a nawet jeśli to co?
-To stresuje sie!
-Kto tam? Krzysiek? Hm.. mnie nie ma, Asi? hm.. poczekaj poszukam.. Asia jesteś?
-Powiedz że wyszłam na spacer. A tak serio że miał być za 15 minut.
-Asia mówi że masz wejść, i zjesz z nami śniadanie.
bzzzzyk.Wojtek otworzył drzwi, i powiedział w klatkę, Asia nie jest jeszcze gotowa, Amancie. Ale chodź na śniadanie.