Był wieczór, ładny grudniowy wieczór. Janek siedział w domu przed komputerem i rozmawiał na gadu-gadu ze swoja dziewczyna- Marleną. Ona marudziła że znów musiała cały dzień spędzać z rodzina której tak naprawdę nie lubi, że nudziła się, że za nim tęskni. On niechętnie jej odpowiadał, ile można czytać marudzenia?! Wszedł portal który jemu polecił kumpel z roku. Może to była nasza-klasa, może grono. W każdym razie pierwszy raz tam wszedł, nie lubił takich rzeczy ale pod wpływem znajomego po prostu się zarejestrował. Pokazał że żyje że istnieje. Zapisał się do forum jego klasy z podstawówki. I nagle dostaje wiadomość prywatna: „Cześć Janek, tu Justyna. Siedzieliśmy razem na matmie w 5 klasie podstawówki, kojarzysz mnie? Wyprowadziłam się z Poznania, wiesz studiuje w Krakowie. Na architekturze jestem. Daj znać może jak przyjadę do rodziców to się spotkamy. Co prawda dopiero wróciłam ale pewnie niedługo znowu pojadę. Powspominamy stare dobre czasy. Trzymaj się :)”. Janek siedział, patrzył w monitor, myślał. Zaraz, zaraz jestem w Krakowie, studiuje już tu drugi rok. Justyna, Justyna, Justyna siedziała ze mną nie tylko na matmie i nie tylko w 5 klasie, przez pół podstawówki się w niej „podkochiwałem” tak jeśli to można było nazwać miłością, choć w sumie na pewno. Jejku, muszę się z nią spotkać. Napisał do niej: ”Cześć Justyna :) tak się składa że możemy się zobaczyć wcześniej, wiesz studiuje w Krakowie. :) Na Jagielońskim. To kiedy masz czas?”. Wysłał jej i myśli jejku świat migruje razem ze mną. Ciekawe kto znajomy jeszcze przeniósł się do Kraka. Nigdy nawet nad tym nie pomyślał. Justyna odpisała: ”no ogólnie w tym tygodniu to mam mało wolnego czasu, ale jak widać w tej chwili się nudzę ;) Może nie masz jakiś twórczych planów na wieczór?” Plany na wieczór? Słuchanie zrzędzenia swojej dziewczyny? albo czytanie tego? podziękuje. „Justynko, mam czas, no nie wiem jest 17 może umówmy się o 18 pod Wieżą Mariacka? a swoja droga ciekawe czy Cię poznam :P” Tak, to pewnie że przez te 7 lat się zmieniła, ciekawe jak teraz wygląda. A może jednak tak bardzo się nie zmieniła?. “Janku, o 18 pod Adasiem, będę miała zieloną torbę i żółtą książkę w ręku :)„. Janek zerwał się z miejsca, trza jakoś się wykąpać czy coś w końcu spotkam się z kumpela której lata nie widziałam. Napisał do Marleny tylko szybkie „wychodzę z domu, pa” i pobiegł się przygotowywać, w szybkim tempie się wykąpał. W co mam się ubrać?-zastanawiał się. Skompletował ubranie i popędził na tramwaj. Siedząc w tramwaju myślał o Marlenie, czy przypadkiem nie jest z nią już tylko z przyzwyczajenia. W sumie czy ja kiedyś kochał? To ona nalegała by byli razem, a w sumie z kimś łatwiej. Nigdy chyba z jego strony to nie była miłość. Jakoś zrobiło jemu żal Marleny, nic nie robi tylko marudzi, narzeka. Skończę to, tak, nie widzę naszego życia wspólnego- tak pomyślał- Jutro rano ja odwiedzę i powiem jej wszystko. O, tu już wysiada. Miał dużo czasu, powoli szedł na miejsce spotkania. Zmieniając tor myślenia na swoja podstawówkową miłość. Szedł tak jakby z głową w chmurach, niesamowity myśliciel się z niego dzisiaj zrobił. I wpadł ja jakąś dziewczynę, szła czytając książkę. Przeprosił, nie wiele myśląc i nie bardzo odrywając się od swoich myśli. Poszedł dalej. Szedł tak. szedł. I przystanął. Czy to nie była Justyna? Odwrócił się i patrzy rzeczywiście idzie dziewczyna z zieloną torbą i żółta książką. I to na nią wpadł. Głupia myśl: pójdę szybko i kupię jej kwiatka i przeproszę że ją potrąciłem idąc. Pewnie się bardzo ucieszy. Kupił jej bukiet stokrotek. I poszedł w umówione miejsce. Justyna już właśnie podchodziła, więc do niej podszedł.
-Witaj, zaczytana Gapo. Przepraszam że Cię potrąciłem idąc.- wręczył jej kwiatki.
-O jejku, to Ciebie potrąciłam? Czemu wtedy się nie przywitałeś?
-Wiesz, szłem zamyślony, z odruchu powiedziałem przepraszam, i poszedłem dalej, skapnąłem się po jakimś czasie i stwierdziłem że Cię przeproszę za ten wypadek, ślicznie wyglądasz, idziemy gdzieś?
-Dziękuje za komplement, no jasne że nie będziemy tutaj stać i marznąc.
-No to chodźmy.
Przechadzali się tak przyjemnie uliczkami Starego Miasta, wspominali, rozmawiali o wspólnych znajomych. W końcu poszli na gorącą czekoladę, dalej gadając o takich bzdurach. Krótko mówiąc spędzali bardzo miły wieczór wspólnie. Janek powiedział jej o swojej wielkiej miłości do niej w podstawówce, ona dodała do tego swoja wielka miłość do niego. Śmiali się z siebie. Z tego jak byli zbyt nieśmiali by być razem. Ze swojej wspólnej przeszłości. W pewnym momencie popatrzyli sobie głęboko w oczy, Janek przybliżył się do Justyny. Dalej patrzyli sobie w oczy, już prawie ich usta się spotkały, gdy nagle Janek odwrócił wzrok.
-Nie, nie mogę, nie teraz. Nie pytaj, przepraszam. Jak byśmy mogli się jeszcze spotkać kiedyś..
-No na pewno się spotkamy, trzymaj to moja wizytówka. -Podała jemu papierowy kartonik.
Janek się uśmiechnął.
-Odprowadzić Cię do domu?
-Widzę ze chyba wolałbyś być sam, coś Cię męczy. Zadzwoń jak dotrzesz do domu.
Justyna pocałowała Janka w policzek i wyszła.
Tak, Janek miał problem, ten problem miał imię Marlena, musiał to jak najszybciej załatwić. Pojechał, po drodze kupił jej 5 róż, przykre są rozstania, wyjaśnił jej sytuacje, i przepraszał przez 30 minut za to że do tego dopuścił. W końcu Marlena go wyrzuciła z domu. Stwierdził że się przejdzie, odreaguje. Niedaleko swojego domu wyjął komórkę i wizytówkę Justyny. Wybrał jej numer.
-Cześć, przeszkadzam?
-Nie, sama prosiłam byś zadzwonił jak dojedziesz do domu.
-w sumie to jeszcze nie jestem w domu, ale mało mi już brakuje, Dotarłaś bezpiecznie?
-Tak, nie martw się o mnie. Co Ty tyle do domu jedziesz?
-Byłem jeszcze załatwić tę sprawę która mnie męczyła. Dlatego teraz dopiero jestem w domu. Właśnie rozstałem się ze swoja dziewczyna. Teraz już byłą.
-Och, przykro mi.
-A mi właśnie nie, zresztą nie chce mi się o tym gadać, a tym bardziej przez telefon. Dobrze kończę, tak dzwoniłem tylko by jeszcze usłyszeć Twój głos i spytać się czy dotarłaś do domu. Trzymaj się i buźka.
-No, nie zamierzam się puszczać, do zobaczenia Janku.
Janek, skończył gadać z Justyną walnął się na łóżko i zasnął kamiennym wręcz snem.












